- Dołączył: 2009-11-03
- Miasto: Kraków
- Liczba postów: 3696
13 maja 2012, 17:43
Czy któraś z Was jest w trakcie? Mam dzisiaj totalnego doła....
13 maja 2012, 18:27
Jasne, że tak. Chodzi nam o to, że może jednak warto przemyśleć swoją decyzję? Nie znamy sytuacji, jaka była między wami, ale teraz masz ciężki okres w życiu(choroba mamy) i może wyolbrzymiasz niektóre sytuacje, warto przeczekać?
Wiem, jak choroba bliskiej osoby potrafi namieszać w życiu.
13 maja 2012, 18:28
Galijka ,nie załamuj się. Skoro doszło do rozwodu, to już naprawdę było między wami źle. Może po prostu nie byliście sobie pisani. Ciężko Ci pewnie teraz, ale czasem tak jest, że trzeba kilka nocy przepłakać żeby później móc się znów śmiać. Rozwód to nie koniec świata.
- Dołączył: 2009-11-03
- Miasto: Kraków
- Liczba postów: 3696
13 maja 2012, 18:29
rozumiem, że martwisz się o mamę i jest ci ciężko, ale w opisanej sytuacji zachowałaś się... słabo. jakby na to nie patrzeć, mąż jednak miał trochę racji. no i w jakimś sensie choroba twojej matki to także jego sprawa.
uważasz, że ma racje? wprawdzie nie ma to wpływu na nasze obecne relacje ale czy jego zachowanie jest usprawiedliwione? zero zainteresowania, zero troski?
już nic nie wiem, moja siostra mówi, że mu się nie dziwi a ja tego nie rozumiem... chyba jednak to ja jestem jakaś nienormalna
Edytowany przez Galijka 13 maja 2012, 18:31
13 maja 2012, 18:31
Uważam, że to nie powód do rozwodu. Przestałaś tak nagle kochać przez różnice zdać? Twój mąż ma Ci cały czas potakiwać. Może się martwi, pytałaś? Mężczyźni nie są otwarci w takich sytuacjach. Zastanów się dobrze.
13 maja 2012, 18:33
Galijka napisał(a):
rozumiem, że martwisz się o mamę i jest ci ciężko, ale w opisanej sytuacji zachowałaś się... słabo. jakby na to nie patrzeć, mąż jednak miał trochę racji. no i w jakimś sensie choroba twojej matki to także jego sprawa.
uważasz, że ma racje? wprawdzie nie ma to wpływu na nasze obecne relacje ale czy jego zachowanie jest usprawiedliwione? zero zainteresowania, zero troski?pytam szczerze, obiektywne opinie mile widziane....
Sorry, ale według mnie zadaniem męża w takiej sytuacji jest głównie bycie wsparciem dla żony, a nie upieranie się przy własnym zdaniu. Wiadomo - córka chyba bardziej przeżywa chorobę mamy niż zięć. Byłam (w sumie to nawet nadal jestem) w podobnej sytuacji - tylko że u mnie chodzi o babcię. Jeśli mój facet zostawiłby mnie z tym wszystkim samą to pokazałabym mu drzwi.
- Dołączył: 2009-11-03
- Miasto: Kraków
- Liczba postów: 3696
13 maja 2012, 18:34
MusicDi napisał(a):
Uważam, że to nie powód do rozwodu. Przestałaś tak nagle kochać przez różnice zdać? Twój mąż ma Ci cały czas potakiwać. Może się martwi, pytałaś? Mężczyźni nie są otwarci w takich sytuacjach. Zastanów się dobrze.
po raz kolejny powtórzę, to nie jest powód rozwodu, była kumulacja a sytuacja, którą opisałam najbardziej mnie ruszyła ostatnio...
ale widzę, że to faktycznie ja chyba wyolbrzymiam
![]()
gdyby jego mama chorowała to codziennie bym dzwoniła, żeby zapytać czy jest ok a on ani raz nie zapytał.... ale widzę, że to widocznie nic dziwnego...
13 maja 2012, 18:36
Galijka napisał(a):
MusicDi napisał(a):
Uważam, że to nie powód do rozwodu. Przestałaś tak nagle kochać przez różnice zdać? Twój mąż ma Ci cały czas potakiwać. Może się martwi, pytałaś? Mężczyźni nie są otwarci w takich sytuacjach. Zastanów się dobrze.
po raz kolejny powtórzę, to nie jest powód rozwodu, była kumulacja a sytuacja, którą opisałam najbardziej mnie ruszyła ostatnio...ale widzę, że to faktycznie ja chyba wyolbrzymiam gdyby jego mama chorowała to codziennie bym dzwoniła, żeby zapytać czy jest ok a on ani raz nie zapytał.... ale widzę, że to widocznie nic dziwnego...
Nie chodzi o to, że nic dziwnego. Usiedliście i porozmawialiście? Nie szkoda Ci wspólnego czasu, wszystkiego? Może nie znam całej sytuacji, ale widać, że żal Ci tego. Robi Ci się smutno, chyba nie bez powodu?
- Dołączył: 2009-11-03
- Miasto: Kraków
- Liczba postów: 3696
13 maja 2012, 18:37
Ailssa napisał(a):
Sorry, ale według mnie zadaniem męża w takiej sytuacji jest głównie bycie wsparciem dla żony, a nie upieranie się przy własnym zdaniu. Wiadomo - córka chyba bardziej przeżywa chorobę mamy niż zięć. Byłam (w sumie to nawet nadal jestem) w podobnej sytuacji - tylko że u mnie chodzi o babcię. Jeśli mój facet zostawiłby mnie z tym wszystkim samą to pokazałabym mu drzwi.
i ja mam właśnie takie podejście... ale po wypowiedziach dziewczyn zaczynam się zastanawiać czy to nie ja jestem wredna
- Dołączył: 2012-01-10
- Miasto: Bydgoszcz
- Liczba postów: 3898
13 maja 2012, 18:41
ja sie nie dziwie Twojemu mezowi , pewnie bylo mu bardzo przykro a faceci nie potrafia mowic wprost o swoich uczuciach