Za mną tydzień spotkań towarzyskich.Martwiłam się,że te kilka deko,co zgubiłam, wróci podwójnie.Chyba po raz pierwszy w życiu liczyłam i patrzyłam co jem.Miałam w pamięci któryś z kroków Akademii Vitalii:"Jeśli zjem- to co?A jak nie zjem - to co?" W niedzielę piłam dużo ciepłej,przegotowanej wody.Jedzenie ograniczyłam do minimum.A w poniedziałek.... stanęłam na wagę.... i NIC!Absolutnie NIC do przodu!UFFFF...jaka ulga.Wiatr w żagle - i do przodu :))
elasial
20 września 2011, 20:33spadeczki są najtrwalsze,aczkolwiek nie satysfakcjonujące. Ja też jakoś się oparłam wzrostom.Trzymajmy się!